Przygotowania do tego śniadania trwały już od dawna. Najpierw temat, wykładowczyni, ustalenie terminu, miejsce to samo czyli po raz 5 Świętochłowice, ustalenie wersetu przewodniego, plakaty, zaproszenia. Potem z grupą kobiet z Tychów kolorystykę wystroju, wizytówki, menu, .... oj długo by jeszcze wymieniać. A przy tym stres, najpierw czy będą panie które zechcą przyjechać, a potem gdzie się wszyscy pomieścimy. (Nie ukrywam że jechały z Tychów 4 samochody z paniami które zgodziły się mi pomóc w przygotowaniach, a to znaczyło że wyjeżdżamy o 6 rano. Kiedy 2 z samochodów natknęły się na nieprzejezdną "średnicówkę" byłam bardzo zdenerwowana, ale jak zwykle w takiej chwili potrzebne jest opanowanie a nie panika. Zatrzymałyśmy się na poboczu. Rozejrzałyśmy się i ... na "azymut" dojechałyśmy do celu. Z wdzięcznością wołałyśmy do Boga.) Już od ok. 7 rano zaczęła się intensywna praca na zapleczu. Na scenie pojawił się regał z butami wszak tematem było: wchodzenie w relacje czyli doświadczanie życia. Salę już pięknie przygotowaliśmy (bo pomagali nam wytrwale nasi mężowie) w czwartek. W tym roku pobiłyśmy rekord. W nowo wyremontowanej sali parafialnej zebrało się prawie 140 osób. Panie przyjechały z parafii z Golasowic, Bytomia, Chorzowa, Gliwic, Rybnika, Orzesza, Pszczyny, Czerwionki, Lędzin, Mysłowic, Tychów, Mikołowa, Katowic i Świętochłowic. Rozpoczęliśmy modlitwą i pieśnią, a później rozpoczęło się kosztowanie pyszności. Wszystkim bardzo smakowało - z czego ogromnie się cieszyłam, po czym nadszedł czas na wykład. Bożena Giemza ekspresyjnie przedstawiła temat. Dla mnie bardzo ciekawy. Znów przypomniała mi o związku relacji z emocjami, że w relacjach jak w życiu potrzebny jest RUCH, że mam nie
Bardzo zmęczeni, ale naprawdę wdzięczni Bogu wróciliśmy do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz