Dziś na godzinie biblijnej w Goleszowie mówiliśmy o historii z księgi Daniela z 4 rozdziału wersety 16 - 24 jak Daniel tłumaczy sen królowi. Człowiek który kilka wersetów wcześniej w niesamowity sposób chwali Boga i wydaje dekret swoim poddanym, że tylko Tego Boga można chwalić.,gdyż nie ma innego Boga, który by mógł wybawić, jak tylko ten. A jednak sen który ma powoduje jego niepokój. i tak go można potraktować. Bóg go w ten sposób ostrzega przed tym co nastąpi. Zastanawialiśmy się co my robimy w takich sytuacjach. gdzie szukamy odpowiedzi i pomocy gdy nas coś zaniepokoi. Najciekawszy jest werset 24 bo on daje nadzieję. "Zmaż swoje grzechy sprawiedliwością, a swoje winy miłosierdziem nad ubogimi, może wtedy twoje szczęście będzie trwałe!" Czyż nie są to i dla nas ważne słowa. Nawet jak coś idzie nie tak to jest droga powrotu Taka ewangelia w Starym Testamencie.
niedziela, 10 listopada 2013
Paraliżujący czy motywujący jest strach
Wczoraj mieliśmy przywilej odwiedzić Dębowiec, gdzie prowadziliśmy spotkanie dla małżeństw. Tematyka strachu i lęku w naszym życiu jest ważna bo dotyczy nas wszystkich. Jednak historia o Jezusie w łodzi podczas burzy jest ciągle na nowo przez nas odkrywana przy tej okazji. Naszym wrogiem w lęku jest to że zapominamy jakiego mamy Boga który wszystko trzyma w swoim ręku. I martwimy się na zapas, co może doprowadzić nas do utraty wszelkiej nadziei. Jednak kiedy tak jak uczniowie uświadomimy sobie że mamy problem i przyjdziemy z nim do właściwej osoby po pomoc to jest nadzieja. I wtedy po burzy wraca spokój.
sobota, 9 listopada 2013
Elżbieta i Maria ciąg dalszy
Wczoraj na grupie piątkowej w Tychach omawialiśmy ten sam temat z ewangelii Łukasza 1,39-56 co w środę w Cisownicy. Ale to, że jest inna grupa uczestników powoduje, że inne ważne elementy są dostrzegane. Ogólnie też mówiliśmy w kontekście tego jak odwiedziny działają wzmacniająco i motywująco, ale tak szczególnie zastanowił nas werset 45 "I błogosławiona, która uwierzyła, że nastąpi wypełnienie słów, które Pan do niej wypowiedział". Pan do nas też w różny sposób przemawia, ale czy wierzymy, że On rzeczywiście ma moc, dziś? A z drugiej strony czy to pobudza nas do tego aby się tą nadzieją dzielić? I przez to być szczęśliwymi?
środa, 6 listopada 2013
Być jak Elżbieta i Maria
Dziś sam byłem zadziwiony tekstem z Ewangelii Łukasza 1,36-56 który rozważaliśmy na godzinie biblijnej w Cisownicy. To taka lekcja gościnności, ale nie po polsku. My często kładziemy nacisk na to co na talerzu. A tu Elżbieta i Maria pokazują nam zupełnie inne podejście. Obie kobiety znalazły się w sytuacji dość trudnej, o której nie da się z każdym porozmawiać. Maria jest zachęcona przez anioła do odwiedzenia kuzynki pokonuje ponad 130 km. Pozwala jej to też sprawdzić słowa proroctwa które wypowiedział Gabriel. Elżbieta jest szczęśliwa. Doświadcza czegoś szczególnego w trakcie wizyty ale również jej słowa są wzmocnieniem dla Marii. Efekt jest taki, że Maria oddaje chwałę Bogu w szczególny sposób. I tu mamy praktyczną lekcję dla nas. Zastanawialiśmy się czy idąc w odwiedziny jesteśmy błogosławieństwem dla naszych gospodarzy. Albo czy przyjmując gości jesteśmy błogosławieństwem dla nich? Czy rozchodząc się po naszych "spotkaniach" jesteśmy tak zmotywowani do chwalenia Boga? Jest to cudowne uczucie, które Pan Bóg dał mi już odczuwać wiele razy. I dzięki Mu za to!
poniedziałek, 4 listopada 2013
Mycie rąk czy to coś złego?
Jednak Jezus nie powiedział że mycie rąk jest zbyteczne ale trafił w istotę problemu, którzy mieli oponenci.
Nasze zwyczaje nie muszą być niczym złym, ale mogą stać się niebezpieczne z powodu emocji które wywołują w nas i u innych. Jezus dość zdecydowanie odpowiada i podkreśla że ważne jest przestrzeganie zasad ale przede wszystkim tych ustanowionych przez Boga. Słowa Izajasza które zacytował powinny i nam dać do myślenia : Lud ten czci mnie wargami, ale serce ich daleko jest ode mnie. Dalej Jezus daje prosty przykład nad którym i my się zastanawialiśmy. Przykazanie "Nie kłam" i "Czcij ojca swego i matkę swoją" znamy je na pamięć, ale jak je realizujemy czy tylko ustami czy sercem. Zadaliśmy sobie pytanie jaki każdy z nas zostawia przykład swoim dzieciom.
czwartek, 31 października 2013
Ze strachem pod pachę
czwartek, 24 października 2013
Wizyta w tyskiej szkole
Dzisiaj zostaliśmy zaproszeni do jednej z Szkół Podstawowych w Tychach. Inicjatorką zaproszenia była uczennica VI klasy, która w porozumieniu z wychowawczynią chciała przedstawić swojej klasie informacje dotyczące akcji "Prezent pod choinkę".
Czułam od rana ucisk w żołądku, zadawałam sobie pytanie, jak tej młodzieży opowiadać o akcji, jak ich zachęcić do wzięcia udziału, jak nawiązać kontakt...? te i inne pytania towarzyszyły mi nawet po wejściu do przepięknie kolorowej szkoły.
Po przerwie weszliśmy razem z uczniami do klasy, szybkie podłączenie komputera i.... pierwsze słowa, znika we mnie napięcie. Nawet nie wiem kiedy minęła cała lekcja, pytania zadawane przeze mnie uczniom, potem odpowiedzi na ich pytania sprawiły że szybko nawiązaliśmy z sobą kontakt. W międzyczasie Romek obsługiwał prezentację z poprzednich lat, by młodzież mogła zobaczyć "drogę paczki".
Spodziewałam się raczej oporu i przeszkadzania mi w prezentowaniu tego z czym przyszłam, tymczasem spotkało mnie zainteresowanie uczniów, także chęć włączenia się w akcję. Zaskakującym dla mnie było usłyszeć od uczniów: "warto się podzielić", "to fajnie przygotować komuś prezent", "na pewno obdarowani będą się cieszyć".
Wyszliśmy ze szkoły zachęceni i zadowoleni. Oczywiście efekt mojej wizyty będzie widać dopiero wtedy gdy uczniowie tej klasy podzielą się tym co mają i sami zrobią prezenty. A może nie tylko to byłoby efektem? Może, tak całościowo w podejściu do innych uczniów, ludzi bliskich, sąsiadów.... Dałby Bóg.
Czułam od rana ucisk w żołądku, zadawałam sobie pytanie, jak tej młodzieży opowiadać o akcji, jak ich zachęcić do wzięcia udziału, jak nawiązać kontakt...? te i inne pytania towarzyszyły mi nawet po wejściu do przepięknie kolorowej szkoły.
Po przerwie weszliśmy razem z uczniami do klasy, szybkie podłączenie komputera i.... pierwsze słowa, znika we mnie napięcie. Nawet nie wiem kiedy minęła cała lekcja, pytania zadawane przeze mnie uczniom, potem odpowiedzi na ich pytania sprawiły że szybko nawiązaliśmy z sobą kontakt. W międzyczasie Romek obsługiwał prezentację z poprzednich lat, by młodzież mogła zobaczyć "drogę paczki".
Spodziewałam się raczej oporu i przeszkadzania mi w prezentowaniu tego z czym przyszłam, tymczasem spotkało mnie zainteresowanie uczniów, także chęć włączenia się w akcję. Zaskakującym dla mnie było usłyszeć od uczniów: "warto się podzielić", "to fajnie przygotować komuś prezent", "na pewno obdarowani będą się cieszyć".
Wyszliśmy ze szkoły zachęceni i zadowoleni. Oczywiście efekt mojej wizyty będzie widać dopiero wtedy gdy uczniowie tej klasy podzielą się tym co mają i sami zrobią prezenty. A może nie tylko to byłoby efektem? Może, tak całościowo w podejściu do innych uczniów, ludzi bliskich, sąsiadów.... Dałby Bóg.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
